Możliwość dokonywania samodzielnych wyborów, nie podleganie przymusowi i swoboda poruszania się są nieodłącznymi składnikami wolności. Nawet o elektronie nie zlokalizowanym w jakimś atomie mówi się "wolny elektron", a za najstraszniejszy przykład zniewolenia chłopów pańszczyźnianych podaje się ich przywiązanie do ziemi.
Pewnie jakąś kontynuacją tej tradycji jest obecna obsesja "kontroli prędkości". Widoczna w telewizji praktyka pokazywania zmasakrowanych samochodów i zwłok z komentarzem "przyczyną była nadmierna prędkość" ma oczywiście jakieś uzasadnienie. Żelazna logika podpowiada, że jakby wszyscy stali (prędkość zero) to pewnie żadnego wypadku (przynajmniej polegającego na wpadaniu samochodów na siebie) nigdy by nie było. Moim zdaniem tu jednak chodzi o powszechne urzędnicze przekonanie, że dobry obywatel to taki, który się nie przemieszcza a jeśli już, to nie za szybko. To samo można powiedzieć o obowiązku meldunkowym. Państwo nie potrafi znaleźć złodzieja, ale wymaga od uczciwych obywateli, żeby się zgłaszali i rejestrowali gdzie w danym momencie się pojawią.
Dlatego każdy pojazd, którym człowiek może sam pojechać tam, gdzie chce, wiąże się z jego własną wolnością. Autobus miejski, pociąg czy pasażerski samolot pozwala jeździć daleko i wygodnie, ale to trochę co innego.
Motocykl, wbrew pozorom, jest zupełnie innym pojazdem niż pół kabrioletu. Nawet myślenie o nim jako o rowerze z silnikiem nie oddaje w pełni tego, czym może być ten pojazd. Takie filmy jak (świetny zresztą) "Easy Rider" z młodym Jackiem Nicolsonem również raczej opisują wszystko wokół, pomijając doznania i wartości związane z samą jazdą.
Człowiek jest tym bardziej wolny, im dalej może się udać. Dlatego możliwość odbywania lotów kosmicznych byłaby czymś porównywalnym jedynie z międzykontynentalną żeglugą w czasach Renesansu. Obecnie jesteśmy niestety jeszcze na etapie Leifa Ericssona.
Mając 100 zł - można pojechać dalej motocyklem niż samochodem. Wieziemy bardziej siebie niż setki kilogramów metalu a więc podróż kosztuje mniej.
Niebezpiecznie? Tak, bo rzeczywisty świat nie jest do końca przyjazny, a motocyklistę oddziela od niego tylko ubranie.
Jak można wyczytać z "Zen i sztuka obsługi motocykla" to doświadczenie potrafi uwolnić umysł i sprowokować dużo głębsze rozważania nad naszą cywilizacją, dualizmem i jakością. Autor (Robert M. Pirsig) opisuje swoje wrażenia z wyprawy motocyklowej, która staje się jednocześnie wyprawą wgłąb swojej osobowości.